bieżnia do biegania

Maniacka Dziesiątka 2015

IMG_5245

Wczoraj w Poznaniu odbyła się już 11 edycja Maniackiej Dziesiątki. Nauczona doświadczeniem na bieg udałam się ze sporym zapasem czasu, bo ostatnim razem miałam całkiem mocną rozgrzewkę, aby nie spóźnić się na start… ; )

Przed biegiem nie obyło się bez lekkiego stresu, dotyczącego głównie tego w co powinnam się ubrać (postanowiłam w końcu zakupić termometr, ale do następnych zawodów przekonamy się, czy mi się to udało… ; ) Wydawało mi się, że jest dość zimno, prognoza pogody nie nastrajała zbyt optymistycznie, ale czułam, że z moją tendencją do przegrzewania się powinnam postawić na coś lekkiego. Aby nie zmarznąć w drodze na start, zarzuciłam na siebie worek na śmieci, który naprawdę daje sporo ciepła ; ) Osoby, które spotkałam w drodze do auta dziwnie mi się przyglądały, ale zdecydowanie polecam ten patent ; )

Z parkingu na miejsce startu czekał mnie mały spacer, podczas którego stwierdziłam, że jednak będzie mi za ciepło. Nadzieję, że może się mylę przywracały mi osoby, które startowały w czapkach, rękawiczkach i ciepłych polarach. Stwierdziłam, że chyba nie będzie tak źle, zwłaszcza, że pojawiła się drobna mżawka, którą podczas biegu bardzo lubię! Moje samopoczucie trochę się poprawiło i w  głowie zaplanowałam sobie zbliżyć się do czasu 52 min.

Początkowo na trasie było dość tłoczno, ciężko się wyprzedzało, ale mimo to biegło mi się dość dobrze, kilometry mijały i na półmetku z zaskoczeniem stwierdziłam, że trzymam tempo szybsze od zakładanego. Niestety przy 7 km nie było już tak pięknie, bo złapała mnie kolka. Na treningach ten problem nigdy mnie nie dotyczył, więc nie bardzo wiedziałam jak go skutecznie i szybko rozwiązać ; ) Ból był naprawdę dokuczliwy i moje tempo znacząco zmalało, ale starałam się maksymalnie rozluźnić ciało i widząc w oddali znacznik z 9 km pojawiła się nadzieja, że dotrwam jakoś do mety : ) Mocny finisz to nie jest niestety mój atut, ale wiedząc, że życiówka jest w zasięgu ręki postanowiłam dać z siebie wszystko. Dosłownie tak było…nie dość, że ten ostatni kilometr był moim najszybszym w całym biegu (z czego jestem dumna ; ) to na mecie wyglądałam chyba jak upiór ; ) Ale za to satysfakcję miałam ogromną! Zwłaszcza kiedy okazało się, że mój czas to 51:13, czyli poprawiłam życiówkę o ponad 3 minuty : )

Nadal jestem bardzo zadowolona z wczorajszego biegu, zwłaszcza, że udało mi się wykrzesać jakieś dziwne siły na ostatni kilometr, co znacznie mnie podbudowało. Do tej pory trzymałam się zasady, że pierwszą połowę biegu należy biec spokojnie, a w drugiej części mocniej przyspieszyć, ale chyba jakoś mnie to demotywowało i wszystko biegłam „bezpiecznie”, praktycznie tak jak na treningu, a na mecie mogłabym biec spokojnie dalej… Tym razem za namową mojego Męża przyjęłam strategię, aby od początku zacząć trochę mocniejszym tempem i utrzymywać je przez cały bieg, co w moim przypadku pomimo drobnych problemów się opłaciło. Na mecie byłam co prawda bardzooo zmęczona, ale niczego nie żałuję ; )

A jakie Wy macie przemyślenia na ten temat? ; )

IMG_5237

W oczekiwaniu na start ; )

IMG_5243

Czym skorupka za młodu…

komentarzy 12 do wpisu “Maniacka Dziesiątka 2015”

Zostaw odpowiedź


Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.