bieżnia do biegania

8 Poznań Półmaraton

8 poznan polmaraton

Jak wiecie moje zimowe przygotowania rzadko mogę zaliczyć do udanych, więc moja forma przed poznańskim półmaratonem pozostawiała wiele do życzenia… ; )

Dodatkowo na 3 tygodnie przed biegiem miałam mały problem ze stopą i przepadło mi 18 km wybieganie, więc psychicznie czułam, że będzie ciężko… Pewnie większość z Was wie, jak ważny jest komfort psychiczny i poczucie, że zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, aby odpowiednio się przygotować ; )
Poznańska trasa nie należy do moich ulubionych, ale miałam nadzieję, że w końcu uda mi się ją odczarować ; )

Zazwyczaj w dniu startu towarzyszy mi lekki stres, ale tym razem rozciągnął się on na cały tydzień… od piątku miałam wrażenie, że muszę już po prostu pobiec, bo za długo jestem poddenerwowana ; ) Ostatni lekki trening zaplanowałam na wtorek, więc dni do startu strasznie mi się dłużyły.

Tym razem wyjątkowo nie miałam problemu z doborem odzieży, byłam od początku zdecydowana na krótką wersję i dopiero przed samym startem zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno nie będzie mi za zimno. Kiedy dojeżdżałam na miejsce było jeszcze bardzo wietrznie i chłodno i spora część zawodników zdecydowała się na wersję cieplejszą… ; )

Przed biegiem spotkałam się jeszcze z moją przyjaciółką, która zaraża optymizmem i postanowiłyśmy, że celujemy w czas ok. 2 godzin. Planowałam poszukać pacemakera, który prowadził grupę na taki czas, ale w ponad 8000 tłumie okazało się to niemożliwe… Zostałam zdana sama na siebie i moje endomondo, które miało mi pomóc utrzymać odpowiednie tempo ; )
Już na początku biegu pojawiły się drobne techniczne przeszkody, ponieważ pękła mi kieszonka w spodniach… ; ) Trzymany tam telefon oraz klucze musiałam, więc nieść w ręce. Postanowiłam jednak się tym nie martwić, w końcu byłoby o wiele gorzej, gdyby pękły mi szwy w spodniach… ; )

Przez pierwsze kilometry na trasie było bardzo ciasno… wyprzedzanie było praktycznie niemożliwe, więc martwiłam się, że przy niższym od zakładanego tempie nie zdążę później tego nadrobić. 3 kilometry minęły niepostrzeżenie. Pamiętałam, że biegnąc na tej trasie 2 lata temu, byłam już wtedy bardzo zmęczona… ; ) Na 5 kilometrze szeregi delikatnie się rozluźniły i można było trochę przyspieszyć. Postanowiłam ominąć pierwszy punkt żywnościowy. Wyczekiwałam do 10 kilometra i trudnego podbiegu na ul. Hetmańskiej. Jak się okazało, nie był on taki straszny jak go zapamiętałam, posiliłam się kawałkiem banana i wypiłam kilka łyków izotonika. Byłam bardzo zadowolona z mojego wyboru stroju, ponieważ, kiedy tylko pokazywało się słońce, było wręcz gorąco. W okolicach 13 km napotkałam na kolejne przeszkody techniczne, mianowicie rozładował mi się telefon. Nie ukrywam, że mocno wybiło mnie to z rytmu, ponieważ zawsze biegam z muzyką, ale co ważniejsze nie miałam ze sobą zegarka i bez endomondo nie mogłam dłużej kontrolować tempa mojego biegu. Nagle miałam wrażenie, że zaczęłam zwalniać… ; ) Analizując trasę myślałam sobie, że będąc na Drodze Dębińskiej będę już prawie w domu, bo ten odcinek bardzo szybko mija ; ) Moje pozytywne nastawienie chyba zadziałało, bo rzeczywiście tak się stało i błyskawicznie ujrzałam kolejny punkt żywnościowy, na którym wzięłam łyka wody i izotonika. Cały czas miałam jednak wrażenie, że mogę nie zmieścić się w tych 2 godzinach… Wyczekiwałam momentu kiedy wbiegniemy na Most Rocha, bo jest tam zegar, który pozwoli mi choć mniej więcej skontrolować czas. Zanim to nastąpiło usłyszałam, że Pan przede mną również biegnie na taki wynik, więc postanowiłam się go trzymać. Początkowo sporo mi uciekł, ale mając go stale w zasięgu wzroku motywowałam się, aby do niego dorównać. Tym sposobem dotarłam do mostu i zegara! Oceniłam na szybko, że jest jeszcze dla mnie szansa ; ) Sił już brakowało, ale w głowie widziałam transparenty przygotowane przez mojego Męża i powtarzałam te słowa jak mantrę. Miałam największy kryzys w okolicy 18-19 km, ale pomyślałam sobie, że nie po to tyle już przebiegłam zakładanym tempem, żeby teraz się poddać… Bałam się jeszcze jedynie najgorszego (bo ostatniego ; ) podbiegu na ulicy Baraniaka… Będąc już u kresu sił zrezygnowałam z oddychania przez nos i postanowiłam maksymalnie przyspieszyć (teraz tak naprawdę nie wiem, czy tylko mi się nie wydawało, że pszyspieszam ; ) Powoli już widziałam siebie na mecie. Cały ten odcinek chyba najbardziej mi się dłużył i odetchnęłam z ulgą, kiedy skręciliśmy nad Maltę. Wyobrażałam sobie, że na ostatnim zbiegu przed metą będzie można maksymalnie się rozpędzić, co nie było jednak takie proste! Wtedy jednak zobaczyłam metę, na zegarze trochę powyżej 2 godzin, więc była nadzieja! Przekraczając linię mety czas brutto wskazywał 2:01:29. Nie miałam pewności, że te 2 godziny złamałam, ale byłam dobrej myśli. Pomimo ogromnego tłumu odnalazłam mojego Szwagra (który jak się okazało miał czas o 8 sekund różny od mojego, a mimo to nie spotkaliśmy się na trasie ; ) Przekazał mi on dobre wieści, mianowicie mój czas netto to: 1:57:58 !!! Moje marzenie o złamaniu 2 godzin spełniło się już na pierwszym półmaratonie w tym sezonie. Nie mogłam być szczęśliwsza. Mam nadzieję, że w przyszłym roku ta trasa nie będzie już wydawała mi się taka straszna… ; )

A Wy jakie macie wrażenia z trasy?

poznan polmaraton

 

Odpowiedzi: 11 do wpisu “8 Poznań Półmaraton”

Zostaw odpowiedź