bieżnia do biegania

4 bieg Szpot w Swarzędzu

W niedzielę wystartowała czwarta edycja biegu 10 km Szpot Swarzędz. Mam do niego pewien sentyment, ponieważ odbywa się on w moim rodzinnym mieście. Była również nadzieja, że w końcu uda mi się złamać magiczne dla mnie 50 minut ; )

Na start udałam się z moim Tatą (który dzielnie mi kibicował), a także Kuzynem Miłoszem, który postanowił  dołączyć do mnie na trasie. Był to jego pierwszy start w zorganizowanym biegu, więc towarzyszyły mu spore emocje ; )  Zaczęliśmy od krótkiej rozgrzewki, następnie czekaliśmy w gigantycznej kolejce do toalety, podczas gdy do startu biegu zostało zaledwie kilka minut… ; ) Co chwilę nerwowo spoglądałam na zegarek, czy na pewno zdążymy udać się do odpowiedniej strefy czasowej ; )

Pogoda raczej dopisała, temperatura optymalna, choć było dość wietrznie i zapowiadało się na deszcz… Pamiętam, że kiedy startowałam w Swarzędzu 2 lata temu, była wtedy drobna mżawka i udało mi się zrobić życiówkę, więc starałam się tym nie przejmować ; )

Nastawiając się na złamanie 50 minut wiedziałam, że muszę zacząć dość szybko, bo kiedy pierwsze kilometry biegnę wolniej niż sobie założę, mocno się stresuję, że później będę musiała zbyt wiele odrobić na finiszu ; ) Mój Kuzyn dzielnie trwał u mojego boku i miałam poczucie, że tym razem się uda. Trasa zawierała kilka podbiegów i zbiegów, czego bardzo się obawiałam, ale nie odczułam ich tak mocno jak przypuszczałam. Kilometry mijały w miarę szybko, po drodze rozglądałam się za znajomymi twarzami i wiedziałam, że nie mogę zwolnić, bo Miłek na mnie liczy. W okolicach 6 km złapał mnie mały kryzys, spadł delikatny deszcz i powtarzałam sobie, żeby tylko dotrwać do kolejnego podbiegu, bo to będzie oznaczać, że meta już bardzo blisko… Nie spodziewałam się, że kiedyś będę wyczekiwać podbiegów, ale wizja tego urozmaiconego terenu przede mną dawała mi nadzieję na koniec biegu ; ) Kiedy zbliżaliśmy się do 9 km widziałam, że mój Kuzyn ma nadal spory zapas sił, więc bezgłośnie daliśmy sobie znak, że czas się rozdzielić. Miłek przyspieszył, a ja starałam się po prostu utrzymać tempo. Wewnętrznie motywowałam się, że na mecie będzie mój Mąż (który od razu zakładał, że złamię to 50 minut, więc nie chciałam, żeby czekał zbyt długo; ) z dziećmi i moim Tatą.

Meta zlokalizowana była na stadionie, do którego prowadził dość stromy zbieg, na którym planowałam przyspieszyć, ale chyba muszę jeszcze ten element poćwiczyć ; ) Będąc już na stadionie starałam się wykrzesać ostatnie siły, gdzieś w oddali usłyszałam motywujący okrzyk mojego Taty, zobaczyłam zegar z czasem i moją nową, wspaniałą życiówkę ; ) Na mecie czekał na mnie Miłek, równie szczęśliwy i już planujący kolejny start. Po chwili otrzymałam również oficjalny wynik: 48:50 !  Niemożliwe stało się faktem, kolejne biegowe marzenie spełnione! : ) Swarzędzka impreza kolejny raz okazała się dla mnie wyjątkowa, więc już się nie mogę doczekać przyszłorocznego startu : )

 

bieg szpot swarzędz

Odpowiedzi: 6 do wpisu “4 bieg Szpot w Swarzędzu”

Zostaw odpowiedź