bieżnia do biegania

35 Maraton Warszawki – relacja

Pomimo, że moje przygotowania do maratonu były bardzo rzetelne, królewski dystans od zawsze budził mój respekt. Pewnie dlatego na tydzień przed startem dopadła mnie choroba. Czułam się jakbym miała grypę, ale z perspektywy czasu wydaje mi się, że kluczową rolę odegrał stres… ; )

Przez ostatni tydzień zrezygnowałam z biegów i kurowałam się domowymi sposobami, a do tego pochłaniałam ogromne ilości makaronu ; ) W związku z moją kanapową stagnacją i specyficzną dietą czułam się ociężała i martwiłam się jeszcze bardziej…

W sobotę odebrałam pakiet startowy i usiłowałam myśleć pozytywnie, a kiedy obudziłam się w niedzielę stres na szczęście zniknął! (co jest u mnie rzadkie w dniu startu ; ) W związku z moją niepewnością postanowiłam zacząć biec jeszcze wolniej niż zakładałam ; )

Bardzo lubię Warszawę i atmosfera panująca na trasie szybko mi się udzieliła. Wystartowałam jak zwykle jako jedna z ostatnich, więc nie musiałam się obawiać, że ktoś zacznie mnie wyprzedzać ; ) Biegło mi się bardzo przyjemnie, motywujące hasła i tabliczki adidasa oraz doping kibiców już od pierwszych kilometrów dodawały skrzydeł! Zanim się zorientowałam połowa trasy była już za nami i choć miałam jeszcze sporo sił postanowiłam nie przyspieszać, bo za bardzo obawiałam się ściany i tego, co czeka mnie za 32 km ; )

Ściany na szczęście nie spotkałam, ale po 32 km zaczęły pojawiać się skurcze… Energetycznie czułam się świetnie, nogi i kolana na szczęście nie dawały o sobie znać. W moim przedziale czasowym w tych okolicach większość zawodników już maszerowała, więc udało mi się nawet wyprzedzić sporo osób ; )

Wbiegając na Stadion Narodowy łzy napłynęły mi do oczu, musiałam jednak powstrzymać to niespodziewane wzruszenie, bo w związku z tymi emocjami, nogi zrobiły mi się miękkie i obawiałam się, czy pokonam te ostatnie metry… ; ) Do teraz nie mogę uwierzyć, że przebiegłam maraton! Moje ogromne marzenie się spełniło ; ) Pokonanie całego dystansu zajęło mi 5:12:30 i teraz wiem, że być może biegłam zbyt asekuracyjnie, choć niczego nie żałuję ; ) Nie wiem jak zareagowałby mój organizm na szybsze tempo, a nie zamierzam oczywiście na tym pierwszym maratonie poprzestać ; )

Wracając pociągiem do domu tak się zasiedziałam, że kolana jednak dały o sobie znać i obawiałam się, czy pokonam te kilka schodków na peron ; ) W poniedziałek sytuacja wydawała się podobna tylko podczas wstawania z łóżka, ale jak tylko się rozruszałam ból minął ; ) Wykonałam już nawet pierwsze przebieżki i jak na razie organizm się nie buntował ; )

Bardzo dziękuję Wam za wsparcie i motywację, zwłaszcza Agnieszce za te ostatnie dni przed maratonem! : D Teraz trzymam kciuki za poznańskich maratończyków!!! 🙂

 

Siostra zawsze o mnie zadba, czyli moje szczęśliwe węglowodany ; )

2013-09-27 19.41.28

 

Zachmurzona Warszawa, ale Stadion ciągle w zasięgu wzroku ; )

2013-09-28 14.10.14

 

Strefa mety robiła świetne wrażenie:

 

2013-09-28 15.42.19

 

 

Przed startem ; )

2013-09-29 09.07.22

 

 

Wymarzony medal !!!

2013-10-02 18.51.02

komentarzy 13 do wpisu “35 Maraton Warszawki – relacja”

Zostaw odpowiedź


Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.