Czas pokonać wewnętrznego lenia :)

Zapewne większość biegaczy – amatorów, podobnie jak ja uwielbia biegać, ale czasem zdarza się, że po prostu ciężko jest się wziąć za siebie i wyjść na trening… W ostatnim czasie moim ulubionym tłumaczeniem była pogoda. Obecnie patrząc za okno aż mi wstyd, że tak się zaniedbałam i moje treningi były bardzo bardzo nieregularne : ) Wiosna za oknem spowodowała, że na nowo poczułam biegowy zew krwi! Moim kolejnym celem jest w końcu ukończenie maratonu, więc bez porządnego planu i systematycznej pracy nie mam co o nim marzyć : )
W obecnej formie powróciły wszystkie moje początkowe problemy np. zadyszka. Wiążę się to z tym, że bardzo bym chciała mieć wszystko od razu : ) Całe szczęście, że biegamy wspólnie z mężem, który stopuje moje wygórowane wymagania. Warto mieć przy sobie takiego stopera, który spojrzy racjonalnie na nasze zamiary i sprowadzi nas na ziemię : ) Mąż zawsze mi przy tym powtarza, że żadne tempo nie jest zbyt wolne i warto uspokoić bieg, ale ukończyć zaplanowaną trasę.
Być może większość z Was nie lubi rutyny mi jednak pomaga, kiedy mam przed sobą jasny określony cel i bardzo lubię planować działanie na każdy bieg. Ustalam sobie wcześniej trasę, oraz np. kiedy dokładnie wykonam kilka przyspieszeń. Dzięki temu czuję się „psychicznie” przygotowana do zwiększonego wysiłku na tym odcinku i łatwiej mi go pokonać : )
Najgorzej kiedy dopadnie mnie uczucie zniechęcenia, bo i tak niestety czasem bywa. Wtedy każdy minimalny postęp i poprawa formy dają poczucie, że nie warto się poddawać. Dlatego zawsze staram się mierzyć czas i za cel stawiam sobie poprawę wyniku z poprzedniego tygodnia. Co drugi tydzień zwalniam trochę tempo na moim najdłuższym – niedzielnym biegu, ale za to wydłużam odrobinę dystans (wystarczy nawet 1/2 km). Mam
wtedy poczucie, że zwiększam kilometraż i mam lepsze czasy, a to najlepsza motywacja.
Chciałabym na poważnie zacząć myśleć o maratonie, bo jeśli zdecydowałabym się na Poznań, to czasu już niewiele, dlatego zastanawiam się z jakich planów treningowych Wy korzystacie? ; )
Wesołych Świąt!
Wszystkim czytelnikom życzę wesołych, słonecznych, a przede wszystkim smacznych Świąt, spędzonych w miłej, rodzinnej atmosferze : )

Idealne śniadanie

Aż trudno uwierzyć, że do owsianki przekonałam się dopiero niedawno, a teraz mogłabym jeść ją praktycznie codziennie! Wystarczy zmienić dodatki i otrzymujemy urozmaicone śniadanie każdego dnia. Do tego dodaje dużo energii, dlatego idealnie sprawdza się u mnie przed treningiem ; )
Składniki:
- 1/2 szklanki płatków owsianych górskich
- 1/2 szklanki mleka
- truskawki u mnie 150 g
Płatki owsiane zalać mlekiem. Można odstawić na kilka minut, aby napęczniały. Następnie gotować na małym ogniu przez ok. 4-5 min. ciągle mieszając. Dodać pokrojone owoce. Smacznego : )
Nie ma złej pogody…
Dla wszystkich miłośników, którym nie straszny nawet mróz za oknem ; )

Motywacji ciąg dalszy

17 powodów, by biegać

Ostatnio kiepsko było u mnie z motywacją nie tylko do wpisów na blogu, ale powiedzmy sobie szczerze także do treningu… Wcześniej zdarzało się oczywiście, że niechętnie wychodziłam na biegi, ale będąc na trasie nigdy nie żałowałam. W tym roku postanowiłam zebrać listę argumentów, które najbardziej przemawiają do mnie i motywują do pracy. W jednym ze starszych numerów RW możemy znaleźć ją w bardziej rozbudowanej formie, gdzie kążdy wyłowi coś dla siebie ; )
1. Radość życia : ) Już dawno temu udowodniono, że każdy lekki i umiarkowany wysiłek uwalnia naturalne hormony szczęścia, które zwalczają nasz stres i powodują uczucie szczęścia. Gdy tylko nie mam siły wstać z kanapy, bo na dworze jest zimno, szaro już od 16 itd. staram się pamiętać, że po powrocie z treningu moje nastawienie się zmieni i zupełnie nie będzie mi to przeszkadzać.
2. Lepsze planowanie. Od zawsze miałam problem, żeby zmieścić się ze wszystkimi założonymi planami w określonym czasie. Odkąd zaczęłam biegać musiałam jednak dokładniej przemyśleć plan dnia i zorganizować wszystko, co mam wtedy do zrobienia zarówno przed, jak i po bieganiu. Udało mi się nawet dostosować moje nieregularne posiłki, co wcześniej było tylko marzeniem ; )
3. Medale. Może nie zabrzmi to zbyt skromnie, ale medal który przywiozłam z półmaratonu w Pile nadal napawa mnie dumą. Dobrze mieć świadomość, że każdy, nie tylko olimpijczyk, może uzyskać dowód i pamiątkę tego, co udało mu się własnymi siłami osiągnąć! : )
4. Obiektywna ocena. W sporcie jakim jest bieganie każdy otrzymuje to, na co zapracował.
Nie ma tu mowy o niesprawiedliwości, oszustwie ani w kwestii czasu, ani dystansu.
5. Pozytywny nałóg. Pamiętam jeden z wpisów, w którym zaczęłam zastanawiać się, czy bieganie nie przerodziło się w mój nałóg… Teraz bardzo chętnie bym powróciła do tamtego stanu rzeczy i zastąpiła moja nałogową miłość do słodyczy, miłością do biegania : )
6. Szczupła sylwetka. Nie ma co ukrywać, że szczupła sylwetka jest wymarzonym dodatkiem do treningu ; ) Uwielbiam czuć, że mam kontrolę nad własnym ciałem, w końcu w zdrowym ciele, zdrowy duch! Dodatkowo biegając pod górę, gdy już opadam z sił staram się pamiętać, że możemy spalić wtedy nawet 40 % kalorii więcej.
7. Satysfakcja. W bieganiu każdy sam może ustalić swoje cele, pracuje na nie i osiąga wyniki. Gdy osiągamy sukces, uda nam się dotrzeć do mety, pobić życiówkę delektujmy się tym. A później idziemy krok dalej, pokonujemy dłuższy dystans lub poprawiamy nasz rekord i możemy rozkoszować się ponownie : )
8. Zdrowe serce. Dobrze jest łączyć przyjemne z pożytecznym. Wokół nas jest tyle zagrożeń związanych z naszym zdrowiem, że wiedza, iż regularne bieganie może zmniejszyć o 50 % ryzyko zawału jest wprost budująca.
9. Prawdziwy przyjaciel. Dla mniej zaawansowanych biegaczy jak ja, oczywistym jest, że zdarza nam się czasem wypaść z rytmu… Jednak nawet, jeśli mamy takie chwile, że biegamy mniej, naszemu bieganiu to nie szkodzi, ponieważ obecna forma zastosuje się do tych zawirowań życiowych. Najlepsze jest to, że bieganie jest zawsze z nami, kiedy tego potrzebujemy i nie musimy tłumaczyć się z chwilowych niedyspozycji.
10. Życie rodzinne. To jedna z niewielu aktywności fizycznych, w którą możemy zaangażować całą rodzinę. Nawet małe dzieci mogą towarzyszyć nam w wózku ; )
11. Dyscyplina. Zarówno w życiu jak i bieganiu ćwiczenie czyni mistrza. Nawet jeśli jesteśmy w czymś umiarkowanie utalentowani, ale bardzo zdyscyplinowani na pewno uda nam się osiągnąć sukces!
12. Oklaski. Pamiętam jak podczas półmaratonu zaczynaliśmy od biegu na szarym końcu… Mimo to otrzymywaliśmy brawa! W końcu każdy na nie zasługuje, nawet Ci ostatni, ponieważ nikt nie biegł dłużej niż oni ; ) Nie znam innego sportu, w którym ostatni są witani na mecie, tak jak pierwsi. Bieganie jest dla wszystkich, bez względu na zdolności.
13. Równość. Bieganie to dyscyplina dla każdego, niezależnie od naszych warunków fizycznych. Nie istnieją żadne bariery, które mogłyby być przeszkodą.
14. Poczucie kontroli. Niezależnie od tego, co aktualnie dzieje się u nas w życiu prywatnym lub zawodowym, sami decydujemy o tym, ile czasu poświęcamy naszym treningom. Możemy wstać wcześniej, później położyć się spać lub zrezygnować z obejrzenia programu w TV.
15. Na całe życie. Biegacze nigdy nie muszą kończyć swojej kariery i przechodzić na emeryturę, można biegać do końca życia : ) W każdej innej dyscyplinie trzeba w końcu powiedzieć sobie „dość”.
16. Skuteczna terapia. Bieganie często stanowi ucieczkę od stresów w naszym życiu. Jesteśmy tylko my i trasa, podczas której możemy przemyśleć nurtujące nas sprawy. Miła jest świadomość, że kiedy skończymy trening, na pewno będziemy w lepszym miejscu niż na początku biegu.
17. Soli do woli. Coraz częściej słyszymy o tym, aby ograniczyć spożywanie soli. Na szczęście na kilka dni przed maratonem jest to jak najbardziej wskazane, aby uniknąć hiponatermii. Możemy więc bez wyrzutów sumienia zajadać się ulubionymi słonymi przekąskami.
Wesołych Świąt!

Bielizna termoaktywna – czy warto?
Przy obecnej pogodzie coraz trudniej jest mi wstać z kanapy i pójść na trening. Wbrew pozorom bardzo dobrze biegało mi się latem, nawet w upale ; ) W zimne dni najchętniej siadam w fotelu z fajną książką pod kocem ; ) Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na trening nie mogę wybrać się ubrana zbyt ciepło, dlatego poszukałam kilku informacji na temat coraz bardziej popularnej bielizny termoaktywnej . Jest to nowy trend w ramach ogólnego segmentu odzieżowego, cechuje się on materiałem, który według producentów „oddycha” wraz z jej użytkownikiem . Są to rozwiązania dedykowane głównie dla osób uprawiających sport, a także osób, które narażone są na niesprzyjające organizmowi skrajne temperatury.
Nie podlega dyskusji, iż tego rodzaju nowy typ bielizny rzeczywiście działa, jednak posiada on swoje atuty oraz wady. Pierwszą istotną niedogodnością w ramach tego typu produktu są rzadko, ale jednak występujące uczulenia na materiały z których produkowana jest owa odzież . Warto analizować metki bielizny termoaktywnej, by wiedzieć, na jakiej bazie surowcowej wykonane są nasze produkty .
Drugą niedogodnością w tej sferze jest zalew umiarkowanej jakości bielizny wyposażonej w dużą ilość szwów . Bielizna taka potrafi uwierać partie ciała i powodować otarcia przez grube zszycia tkaniny. Dlatego coraz więcej metek z bielizny termoaktywnej jest opatrzone adnotacją „bezszwowa”, co przekłada się na zainteresowanie klientów zrażonych otarciami i nieprzyjemnymi doznaniami dotykowymi w trakcie noszenia wersji ze szwami.
Warto jednak przyjrzeć się pozytywniejszym stronom bielizny termoaktywnej a jest to bez wątpienia świetny sposób na zbalansowaną termoregulację, oraz zachowanie odpowiedniej temperatury ciała zarówno w warunkach zimowych, jak i w warunkach letnich, gdy bielizna tego typu nie dopuszcza do przegrzania się pewnych partii ciała. Istotną kwestią jest wspomniane „oddychanie” wraz z użytkownikiem, polega to na aktywnym dostępie powietrza do skóry, oraz oddawaniu potu, czy nadmiernej temperatury, jest to szczególnie istotne w przypadku, gdy użytkownikiem tego typu bielizny jest sportowiec, dla przykładu biegacz dystansowy, lub rowerzysta.
Przy dokładnym analizowaniu struktury materiału można stwierdzić, że bielizna ta ma fakturę przypominającą plaster miodu i dzięki takiej konstrukcji skutecznie odprowadza ona ciepło, lub je zatrzymuje w zależności od specyfiki wykorzystania. Można spotkać się też z specjalnymi dedykowanymi rozwiązaniami w zakresie bielizny termoaktywnej, która ma wręcz utrzymywać odpowiednią temperaturę, mowa tu specjalnych zestawach bielizny dla płetwonurków, którzy narażeni są na wyziębienie podczas długich okresów nurkowania w zimnych wodach podczas pracy ratunkowej, czy eksploracji terenów podwodnych.
W bardziej podstawowych rozwiązaniach niektóre modele są w stanie nie dopuszczać się do przegrzania, bądź też wyziębienia poprzez stałą absorbcję potu wydalanego przez skórę. Każdy kto choć raz w życiu biegał na długich dystansach wie chyba najlepiej jak wielkim atutem jest ta użyteczność w ramach rozwiązań tego typu. Nadmienić również warto, iż wbrew powszechnej opinii ta bielizna nowej generacji nie jest przerażająco droga, czy niedostępna, najtańsze modele wcale nie ustępują funkcjonalnością droższym edycjom bielizny termoaktywnej.
W kwestii charakterystyki bielizny oraz odzieży tego typu warto też nadmienić kwestię higieniczną : co ciekawe materiał z którego wykonana jest owa bielizna pozwala neutralizować nieprzyjemny zapach potu, a technologia wytwarzania zapewnia antybakteryjny charakter samej odzieży przez zastosowanie unikalnej powłoki, która unicestwia szeroką rzeszę bakterii obecnych na skórze w trakcie i po uprawianiu sportów wyczynowych.
Ofertą tego typu bielizny powinni zainteresować się zarówno sportowcy amatorzy, jak i sportowcy najbardziej wymagający, a także zwykły człowiek, który poszukuje bielizny, która nie dopuści do nadmiernego wychłodzenia podczas zimowego spaceru, czy też spocenia się w upalny dzień.
Czy ktoś z Was może polecić mi ciekawą – sprawdzoną markę ? Do tej pory korzystam z bielizny termoaktywnej zakupionej w celu wyjazdu na snowboard, ale nie zauważyłam jej specjalnych właściwości ; )
Maraton w Poznaniu

Kiedyś, gdy w internecie znalazłam artykuł, który namawiał by biegać, żebyśmy nie żałowali, nie wierzyłam, że można żałować czegoś, w czym się nie uczestniczy. A jednak…! Wczoraj w Poznaniu odbył się 12 Poznań Maraton i pomimo, że nie mogłam w nim uczestniczyć, cały dzień zaprzątał mi głowę… : )
Kiedy rano wstałam i popatrzyłam przez okno, jaka piękna pogoda, moją pierwszą myślą było, że będzie to wymarzona aura dla maratończyków.
O 10, gdy dopiero wybierałam się do sklepu po śniadanie żałowałam, że kolejki w osiedlowym sklepiku nie mogę zastąpić, tą na linii startu poznańskiego maratonu. Gdy niedziela mijała zastanawiałam się, gdzie w tym momencie byłabym na trasie, gdybyśmy jednak z mężem wystartowali. Nie tylko nie biegłam i żałowałam, ale też nie udałam się kibicować!
Być może trochę z zazdrości, że to inni dostali medale, gratulacje i uściski…
Maraton w Poznaniu zawsze jest wyjątkowy. Nie tylko dlatego, że jest to moje rodzinne miasto, ale w związku z dużym zainteresowaniem. Z tego co pamiętam zgłosiło się chyba 6 tys. chętnych! Wydaje mi się, że to rekord, choć nie wiem ile osób rzeczywiście wystartowało i ukończyło bieg.
Pewne jest jednak, że część biegaczy, mogła również nie być w 100 % przygotowana, tak jak i my. Zapewne wielu zmagało się z kolką, zimnem, brakiem napojów. Ale nie poddali się, dotarli do mety i wygrali – ze sobą i swoimi słabościami. Nawet jeśli nie udało im się dobiec w zaplanowanym czasie, lub pobić swoich rekordów, nie żałowali. Dla swoich bliskich byli gwiazdami, dla siebie bohaterami. I ja żałuję tak bardzo, bo wiem już, że też chciałabym się tak czuć ; )
Kiedy czytam te wszystkie relacje wiem jedno, że też muszę się znaleźć na mecie maratonu. Ponieważ nie udało się w tym roku, mam nadzieję, że widzimy się na trasie już za rok!
Moja ulubiona trasa

Bardzo lubię biegać trasami, które dobrze znam ; ) Jestem wtedy nastawiona psychicznie, że jeszcze tylko x-razy będę mijała ten dom, drzewo itd. ; ) Jeśli macie lub będziecie mieć okazję wybrać się na biegi w Poznaniu, gorąco polecam moją ukochaną trasę, którą zaznaczyłam na mapce. Pokonujemy jedną pętlę, która składa się z ulic: Umultowska, Rumiankowa, Huby Moraskie.
Pomimo, że bieganie po asfalcie mi nie przeszkadza, wiem jak obciąża nasze stawy, dlatego na treningi wybieram też nieutwardzone szlaki ; ) Na tej trasie znajdziecie kawałki asfaltu, piasku, a nawet żwirku. Poza dużą różnorodnością nawierzchni, trasa jest przyjemna dla oka, wokół dużo zieleni. Zazwyczaj można spotkać spacerujących ludzi lub właśnie biegaczy.
Wg. moich obliczeń (mierzonych autem) trasa ma 4 km., natomiast google map podaje trochę więcej. Nie jest to typowo sztywna trasa, tzn. mamy po drodze kilka miejsc, gdzie możemy odbić i zmienić otoczenie, jeśli coś nam się nie spodoba ; )
Gorąco polecam!